sporty |moderowany precel |precel
„ETTEN
1 heo i Vincent spędzili razem jeden dzień w Brukseli, po czym Theo wrócił do Paryża. Nadeszła wiosna, wabił krajobraz brabancki, ojczyzna zdawała się czarodziejską przystanią.
Vincent kupił sobie ubranie z czarnego grubego sztruksu, jakie zwykli nosić robotnicy, oraz trochę szarego papieru rysunkowego i pierwszym pociągiem pojechał do Etten.
Anna Kornelia nie pochwalała życia, jakie wiódł Vincent, gdyż wiedziała, że przynosi mu ono więcej cierpienia niż radości. Theodorus miał obiektywne przyczyny niezadowolenia; gdyby Vincent nie był jego własnym synem, nie chciałby się z nim w ogóle stykać! Był pewien, że tryb życia Vincenta nie podoba się Bogu — z drugiej jednak strony przeczuwał, że Bogu podobałoby się jeszcze mniej, gdyby ojciec odtrącił syna.
Vincent zauważył, że ojciec posiwiał i że prawa powieka zasłania mu jeszcze bardziej oko niż dawniej. Lata ściągnęły mu jak gdyby rysy; nie nosił brody, która zakryłaby braki, a wyraz twarzy zmienił mu się z dumnego w niepewny. Matkę zastał żwawszą i jeszcze milszą niż dawniej. Starość ukształtowała ją nie naruszając i nie niszcząc. Jej uśmiech wyryty w bruzdach biegnących od nozdrzy do podbródka, obiecywał przebaczenie błędów jeszcze przed ich popełnieniem. Każdy rys szerokiej, pełnej i dobrotliwej twarzy potakiwał radośnie pięknu życia.“(5)
Bwin |precel |Traktor Tom
„ETTEN
1 heo i Vincent spędzili razem jeden dzień w Brukseli, po czym Theo wrócił do Paryża. Nadeszła wiosna, wabił krajobraz brabancki, ojczyzna zdawała się czarodziejską przystanią.
Vincent kupił sobie ubranie z czarnego grubego sztruksu, jakie zwykli nosić robotnicy, oraz trochę szarego papieru rysunkowego i pierwszym pociągiem pojechał do Etten.
Anna Kornelia nie pochwalała życia, jakie wiódł Vincent, gdyż wiedziała, że przynosi mu ono więcej cierpienia niż radości. Theodorus miał obiektywne przyczyny niezadowolenia; gdyby Vincent nie był jego własnym synem, nie chciałby się z nim w ogóle stykać! Był pewien, że tryb życia Vincenta nie podoba się Bogu — z drugiej jednak strony przeczuwał, że Bogu podobałoby się jeszcze mniej, gdyby ojciec odtrącił syna.
Vincent zauważył, że ojciec posiwiał i że prawa powieka zasłania mu jeszcze bardziej oko niż dawniej. Lata ściągnęły mu jak gdyby rysy; nie nosił brody, która zakryłaby braki, a wyraz twarzy zmienił mu się z dumnego w niepewny. Matkę zastał żwawszą i jeszcze milszą niż dawniej. Starość ukształtowała ją nie naruszając i nie niszcząc. Jej uśmiech wyryty w bruzdach biegnących od nozdrzy do podbródka, obiecywał przebaczenie błędów jeszcze przed ich popełnieniem. Każdy rys szerokiej, pełnej i dobrotliwej twarzy potakiwał radośnie pięknu życia.“(5)
Bwin |precel |Traktor Tom